czwartek, 3 listopada 2016

Czy było warto ? Trochę o mnie

Zastanawiałam się nad tym czy opisywać swoje życie i zmniejszyć obszar własnej prywatność. Stwierdziłam jednak że nie opiszę może wszystkiego dokładnie, ale z ogółu, bo przecież nie mam nic do ukrycia. Nie odczuwam też jakiejś specjalnej potrzeby zatajenia tego. Przecież wszystko jest dla ludzi, a jeśli kogoś mało to obchodzi to niech nie czyta dalej.

We wcześniejszym poście wspomniałam, że schody zaczęły się od zakończenia prowadzenia wcześniejszego bloga, tak też było, ale mam wrażenie że bardziej zaczęło się od lekcji WOS-u i niejakich prasówek oraz chęci uzyskania oceny z aktywności, a zakończenie działalności dotyczącej bloga tylko to spotęgowało ( więcej wolnego czasu na rozmyślanie ). Dlatego też zaczęłam nagminnie czytać wiadomości, a właściwie "pierdoły" pojawiające się w sieci. Rok 2014 był rokiem kiedy największym wydarzeniem było rozpoczęcie wojny na Ukrainie. Mimo że w mediach było o tym głośno od kilku miesięcy, ja zaczęłam się tym dogłębnie interesować we wrześniu 2014 roku. Na początku sporadycznie, ale w pewnym momencie przestałam to kontrolować. Oglądałam i czytałam dosłownie wszystko, spędzałam na tym kilka godzin dziennie. Był to okres kiedy praktycznie na każdym portalu było napisane, że rozpoczęła się III wojna światowa, wchodziłam w wypowiedzi ludzi, szukając usilnie zaprzeczenia, aby samą siebie uspokoić, ale jedyne co znajdowałam to nakręcających się ludzi. Rok 2014 to również rok kiedy zaczęto otwarcie mówić o organizacji ISIS. Byłam podwójnie nakręcona.... Do tego doszły myśli dotyczące mojego prywatnego życia, zaczęłam się bardzo bać tego, że moje życie będzie beznadziejne i nieudolne, że wszystko co dobre już za mną. Kumulując to wszystko doprowadziłam siebie do takiego stanu, że w pewnym momencie zastanawiałam się czy jest sens w ogóle istnieć (tak, niestety). Cholernie bałam się wszystkiego, wojny, przyszłości, życia, świata...Często zdarzało mi się płakać. Czułam się tak bezsilna, że w pewnym momencie na przerwie w szkole podeszłam do wychowawczyni, rozpłakałam się i powiedziałam, że już nie daje rady ( zupełnie nie mam pojęcia dlaczego w ogóle to zrobiłam, czułam się trochę tak jakby coś mną kierowało ). Byłam dwa razy u psychologa szkolnego na zajęciach indywidualnych. Trochę się uspokoiłam. Początek grudnia już był okej, nie myślałam aż tak intensywnie, nie śledziłam wiadomości. Później przyszedł dobry czas, kiedy to święta Bożego Narodzenia spędzałam u chłopaka w Paryżu. Zapomniałam o wszystkim, o tym co mnie tropiło i męczyło. Do pewnego momentu....7 stycznia (chyba każdy pamięta), kiedy to miał miejsce zamach na redakcje "Charlie Hebdo". Historia się powtórzyła...znów śledziłam wszystko, byłam uzależniona od wiadomości, pochłaniałam informacje o tej organizacji, o atakach, o tym co nam grozi, oglądałam wszystkie filmiki zamieszczane w internecie, poświęcałam na to każdą wolną chwilę. Byłam tak pogrążona w strachu, że praktycznie każdej nocy płakałam. Bałam się dosłownie wszystkiego. Punktem kulminacyjnym mojego załamania nerwowego było rozstanie, wtedy doprowadziłam siebie do takiego stanu, że ze strachu i z nerwów nie tylko płakałam, ale również wymiotowałam. Okropne uczucie kiedy mój umysł potrafił mnie doprowadzić do czegoś takiego, że sam organizm zaczyna na to reagować. Czułam się dosłownie "zakonserwowana". Byłam tak pogrążona, że nie potrafiłam się z tego wygrzebać. Chciałam czuć się normalnie, ale nie potrafiłam. Gdy myślałam że już jest w miarę okej, to dosłownie każda myśl doprowadzała mnie do takiego stanu, że nie chciało mi się żyć...i tak w kółko. Było to w takim stopniu potężne, że nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Nawet dość duża ilość tabletek nie była w stanie mi pomóc.
Poszłam na terapię do psychologa i to chyba w jakimś stopniu odmieniło moje wcześniejsze życie, myślę że nawet to, którym żyłam zanim wszystko się zaczęło.

Czy było warto ? Z perspektywy czasu uważam że tak. Każde wydarzenie w życiu uczy czegoś nowego. Jestem wdzięczna, że tak to się wszystko potoczyło. Musiałam coś przeżyć, żeby spostrzec coś czego wcześniej nie zauważałam. To prawda, że nic nie dzieje się bez przyczyny !


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz