środa, 14 czerwca 2017

Budapeszt za niecałe 300 zł - planowanie+dzień pierwszy


 Przez zimę czułam, że muszę się gdzieś wyrwać, obojętnie gdzie byle zobaczyć coś nowego i ruszyć się z miejsca. Długo szperałam w internecie szukając fajnych ofert. Niestety trudno dostosować korzystną ofertę, kiedy ograniczeniem jest czas. Mieliśmy do dyspozycji okres Świąt Wielkanocnych, a wtedy ceny momentalnie idą w górę. Początkiem marca weszłam na stronę Polskiego Busa i przeglądnęłam połączenia z Krakowa. W oczy rzucił mi się Budapeszt. Byłam tam tylko przejazdem w nocy i wiedziałam, że ma swój urok. Pomyślałam, ok, super ! Wpisałam odpowiednie daty i wyskoczyły mi dokładne informacje, zapisałam i zaczęłam szukać odpowiedniego noclegu.

Jeśli planujemy wyjazd fajnie jest zaplanować najpierw transport, zapisać go, a później sprawdzać noclegi, inaczej jeśli kupicie od razu transport nie patrząc na zakwaterowanie może okazać się, że ceny noclegów będą sporo przekraczały przeznaczony budżet.

Nocleg 

Przeglądałam różne oferty przez niecałe 2 dni, najczęściej daję opcję "ceny rosnąco". Nie zależy nam na tym, żeby hotel/hostel miał nie wiadomo jakie warunki, skoro i tak większość czasu spędzamy poza nim. Moją uwagę zwrócił niebanalnie urządzony hostel za (o dziwo) niewielką kwotę 60 euro za dwie osoby na dwie noce. Od razu wysłałam link do chłopaka no i tak jakoś długo nie trzeba było się zastanawiać, zwłaszcza że miał opcję odwołania rezerwacji początkiem kwietnia. Napisałam "o dziwo" z tego względu, że kilka dni temu sprawdziłam z ciekawości ile kosztuje na chwilę obecną i ceny sięgają nawet 800 zł. Jednak mogę powiedzieć, że WARTO ! Ma niesamowitą atmosferę i spowodował, że Budapeszt będzie nam się kojarzył własnie z nim.

Jeśli wybieramy się gdzieś z plecakiem, przy wyborze noclegu należy szczególnie zwrócić uwagę na to czy hostel zagwarantuje nam ręczniki. Wtedy zaoszczędzamy sporo miejsca.

Transport 

Sprawdziłam jeszcze raz ceny busa...nie podskoczyły ! super, bierzemy. Trzeba pamiętać, że ceny z dnia na dzień mogą się zmieniać, dlatego najlepiej jest nie zwlekać. Bilety kupiliśmy 5 marca za cenę 112 zł na dwie osoby.

Wyżywienie 

Niestety nasz hostel nie miał w ofercie nawet śniadania, więc zostało jedno...jakoś damy rady ! Od zupek chińskich jeszcze nic nikomu się nie stało ;)...poza tym to tylko niecałe trzy dni.
Jeśli wybieracie się gdzieś, gdzie występuje obca waluta i macie możliwość kupienie jedzenia jeszcze w Polsce to jest to fajny sposób na zaoszczędzenie pieniędzy. Na Węgrzech walutą są forinty, w przeliczeniu na złotówki; 1 HUF = 0,01 zł. W cenach dużej różnicy nie ma.

Plan 

Lubię mieć wszystko zaplanowane i też lubię planować. Dlatego kilka dni wcześniej rozpisałam każde miejsce chronologicznie tak, jak będziemy zwiedzać. Najważniejsze punkty mieliśmy opisane włącznie z historią, żeby po powrocie wiedzieć więcej niż tylko mieć odhaczone zobaczenie. Wydrukowaliśmy mapy metra i miasta, zaznaczyłam po kolei na mapie miejsca, a w osobnym zeszycie przykleiłam wzmianki zgodnie z numerami.

Pobudka około 5:00 rano w sobotę 15 kwietnia, obudziło mnie słońce. Z domu wyjechałam po 7:00 do Tarnowa, tam spotkałam się z Emilianem i razem poszliśmy na pociąg Tarnów-Kraków o godzinie 9:15. Mieliśmy jeszcze sporo czasu- autobus do Budapesztu wyjeżdżał o 13:05. Zjedliśmy wczesny obiad i poszliśmy do sklepu kupić coś na drogę (bułki z kotletem już były w plecaku :D ). Do Budapesztu jedzie się dokładnie 7 godzin, więc na miejscu byliśmy o 20:05. Autobus zatrzymuje się na dworcu Kelenföld, centralnie tam znajduje się stacja metra "Kelenföldi pályaudvar", kupiliśmy bilety w automacie ( koszt jednego to 350 Ft = 4,80 zł ) i przejechaliśmy 6 stacji. Wysiedliśmy na "Kálvin tér" gdzie do hostelu było około 200 metrów. Jest położony na wprost Muzeum Narodowego Magyar Nemzeti, także nie było żadnego problemu z trafieniem. Zadzwoniliśmy domofonem, ale coś słabo było słychać...po powtórzeniu kim jesteśmy, Dori (tak miałam na imię osoba mieszkająca w tym obiekcie) otworzyła nam drzwi i weszliśmy do środka. Hostel znajdował się na trzecim piętrze starej kamienicy. Na drugim piętrze zaczęły się typowe dla niego rysunki oraz kolorowe światła...pierwsze wrażenie WOW. Widzimy bramę, a za nią czekającą na nas kobietę, otworzyła nam i zaprosiła do środka. Zaprowadziła nas do wnętrza budynku...drugie wrażenie; znowu WOW ! Wszystko było tak niesamowicie kolorowe i różnorodne, że to WOW nie jest w ogóle przesadzone. Usiedliśmy w głównym pomieszczeniu hostelu; Dori od razu zaproponowała nam coś do picia;  kawa, herbata bądź alkohol. Odmówiliśmy, lecz ja sobie pomyślałam że skoro kawa i herbata praktycznie wszędzie są takie same (+była już późna pora) to może poczęstuje mnie jakimś dobrym, tradycyjnym alkoholem (sama zapewniała, że dla nich to jak soczek ), pomyślałam "oo fajnie, słodka nalewka"...nalała mi kieliszek czystej...
Usiedliśmy, a ona wyciągnęła regulamin hostelu oraz mapę Budapesztu, zaczęła tłumaczyć co i jak oraz  zaznaczać na mapie najważniejsze miejsca, dała nam też wskazówki dotyczące fajnych klimatycznych knajpek oraz klubów nocnych. Mapa też była klimatyczna, wszystko było tak super zorganizowane, że już nam się podobało. Kiedy ona odwróciła się po długopis, ja wzięłam małego łyka...jeszcze nigdy nie piłam tak mocnego alkoholu ! Nie wiem czy to nie był przypadkiem sam spirytus..ale było to tak okropne, że myślałam że nie odważę się wypić do końca. Po około 10 minutowej pogawędce, zaczęliśmy wstawać od stołu i wtedy łyknęłam do końca (nie wypadało mi zostawić skoro to była ich gościnność ). Zaczęła nas oprowadzać, pokazywać łazienki, tłumaczyć co, gdzie i jak oraz pokazywać jak otwierać bramy. Skończyła opowiadać, podziękowaliśmy i poszliśmy do swojego pokoju, a ja czułam że mnie lekko sieknęło (ja rozumiem że mam słabą głowę, ale po pół kieliszka ? Tłumaczę sobie, że zmęczenie też wzięło górę ).



Rozpakowaliśmy się i poszliśmy na miasto. Kierowaliśmy się w stronę wzgórza Gellerta, przeszliśmy przez most i od razu znaleźliśmy się przy wyjściu na górę. Budapeszt w nocy jest bardzo efektowny, a z góry było widać całą jego panoramę. Poszwendaliśmy się przez chwilę i zeszliśmy drugą stroną. Wyszliśmy koło Łaźni Gellerta. Znaleźliśmy się przy Moście Wolności, przeszliśmy na drugą stronę, gdzie zaraz obok znajduje się hala targowa. Po drodze mieliśmy w planach wejść do sklepu, żeby kupić pieczywo na śniadanie (mieliśmy na uwadze to, że są Święta i nie wszystkie sklepy będą czynne, zwłaszcza że było po 23:00 ). Weszliśmy do sklepu wskazanego przez Dori i pierwsze co zauważyliśmy, a raczej usłyszeliśmy to muzyka. W polskich sklepach zazwyczaj albo nic nie słychać, albo muzyka jest monotonna i nudna. A tam ?...klubowe remixy ! i to puszczone na prawdę głośno. Jak później się okazało, dosłownie w każdym sklepie do którego wchodziliśmy; czy był to sklep spożywczy czy sklep z pamiątkami to leciała głośna muzyka klubowa. Kupiliśmy co trzeba i wróciliśmy około północy do hostelu. Była już pustka, w głównym holu nikogo nie było, więc na spokojnie zrobiliśmy sobie herbatę i na chwilę usiedliśmy. 





Tego dnia zrobiliśmy około 4 km, wychodząc po 21:00 z hostelu. Zobaczyliśmy Budapeszt nocą, wzgórze Gellerta, Most Wolności, przeszliśmy koło Łaźni Gellerta i hali targowej.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz