poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Budapeszt za niecałe 300 zł- kolejne dni + podsumowanie

Następnego dnia obudziliśmy się wcześnie rano i poszliśmy do głównego pomieszczenia zjeść wielkanocne śniadanie. Byliśmy jako pierwsi więc nie czuliśmy krępacji. Po kilkunastu minutach zeszli się inni oraz Doris, która zaczynała swoją pracę w piżamie (pracownicy na swoich zmianach tam mieszkają co powoduje, że atmosfera jest jak najbardziej domowa i taka naturalna).

Po śniadaniu wyszliśmy pozwiedzać miasto. Ruszyliśmy w kierunku Wielkiej Synagogi, później w kierunku Bazyliki św. Stefana, a następnie jedną z głównych ulic; Andrássy út, na której znajduje się Węgierska Opera Państwowa, Muzea, a na końcu Plac Bohaterów. Tam dłuższa chwila odpoczynku, spróbowanie Langosza i powrót. Ulica ma około 2.5 km, więc wracając wybraliśmy metro ( M1 czyli najstarsza linia w Budapeszcie). W tamtejszym metrze nie kasuje się biletów w bramkach, tylko przy takich słupkach, a pilnuje tego wszystkiego strażnik. W tym przypadku bardzo łatwo ominąć kasowanie biletu. My początkowo powiedzieliśmy, że chcemy sprawdzić tylko mapę metra, więc widział że wchodzimy bez kasowania. Sprawdziliśmy i zaczęliśmy się zastanawiać; skasować czy jechać na gapę ? Coś kusiło żeby jechać bez, ale czułam taką dziwną niepewność. Ostatecznie skasowaliśmy. Weszliśmy do metra, stanęliśmy zaraz przy wyjściu, przejechaliśmy jeden przystanek, a tu proszę...tak zwany "kanar" wchodzi w drzwi przy których staliśmy i sprawdza nas jako pierwszych...ale ulgaaa. Wysiedliśmy na stacji Vörösmarty tér. Znaleźliśmy się na placu, gdzie odbywał się Wielkanocny targ, poszukaliśmy miejsca żeby zjeść tradycyjną węgierską potrawę czyli gulasz ( ciekawostką jest, że do ceny zamówienia naliczają dodatkowo opłatę za obsługę). Ruszyliśmy dalej w kierunku Mostu Łańcuchowego ( chyba najładniejszego w Budapeszcie ). Przeszliśmy na drugą stronę rzeki Dunaj, a później znów na stronę Pestu mostem Elżbiety. Koło 15 wróciliśmy na chwilę do hostelu odpocząć, wypić kawę i wyjść aż się ściemni. Chcieliśmy zobaczyć podświetlony Most Łańcuchowy, Basztę Rybacką oraz Parlament, który faktycznie robi wrażenie. Poszwendaliśmy się po hucznym mieście i wróciliśmy do hostelu około 1 w nocy. Następnego dnia powrotny autobus był o godzinie 17:05, więc mieliśmy jeszcze czas pochodzić po mieście i zobaczyć panoramę Budapesztu w dzień wchodząc na górę Gellerta.
W Krakowie byliśmy o godzinie 00:20, z Krakowa do Tarnowa kupiliśmy bilet na godzinę 01:14,do domu weszłam przed 04:00.



Budapeszt jest piękny zwłaszcza nocą, inni porównują go do Paryża, jednak jest zdecydowanie czystszym miastem i faktycznie ma coś w sobie ze stolicy Francji.

Jeśli ktoś wybiera się do Budapesztu i zastanawia się ile czasu poświęcić na zwiedzanie to mogę powiedzieć że 2-3 dni wystarczą, no chyba że ktoś zamierza poimprezować ;)

ZOBACZYLIŚMY: 


*Górę Gellerta
*Most Wolności
*Bazylikę św. Stefana
*Węgierską Operę Państwową
*Plac Bohaterów
*Most Łańcuchowy
*Basztę Rybacką
*Zamek Królewski w Budzie
*Kościół Macieja
*Budynek Parlamentu


KOSZTY OGÓLNE: 


Transport:
Tarnów-Kraków-Budapeszt-Kraków-Tarnów ( pociąg: 12 zł w dwie strony + Polski Bus: 56 zł w dwie strony ) razem: 68 zł/ os.

Nocleg:
129 zł/os za dwie noce

Inne wydatki: 
Wymieniliśmy po około 100 zł na HUF.

Całość to około 297 zł od osoby.